TVP 11 - pozwól że wyjaśnię
Spadkobiercy geniuszu i telepatia oszustów

PASZPORT

PASZPORT

 

Nieco starsi z nas pamiętają paszporty na kartki w czasach realnego socjalizmu. Oto historia z tym dokumentem w tle która mnie spotkała.

Kościół katolicki organizuje wycieczkę do Rzymu, zgłaszam się, składam dokumenty do paszportowego. Dostaję go ze sporym opóźnieniem wycieczka już się odbyła.

Skorzystałem z paszportu i pojechałem na 23 dni do Niemiec ( Monachium ), było to w roku 1984. Chcę ponownie wyjechać tym razem do Singapuru. Składam dokumenty dostaję odmowę za zmianę kierunku wyjazdu. TAK MUSIAŁEM POWIEDZIEĆ WŁADZY GDZIE CHCĘ SPĘDZIĆ URLOP I SŁOWA TRZEBA BYŁO DOTRZYMAĆ.

 

Rodzina mojego ojca z którą od lat nie utrzymujemy kontaktu (gdy miałem półtora roku moi rodzice rozeszli się ). Jego siostra wyszła za Jana Wrońskiego, wysoko postawionego ubeka ( lista Wildsteina ). Próbuję przez nich załatwić paszport. Odmawiają, jednak każą mi złożyć ponownie podanie, mówiąc że w pewnym momencie mi go dadzą. Myślałem, iż nie chcą głośno powiedzieć że pomogą. Tak też czynię i niestety ponownie odmowa.

 

Do Singapuru miałem wyjechać z kolegą.

Termin wyjazdu, a ja nie mam paszportu.

Kolega wyjeżdża, a ja oszukując go umawiam się, iż za tydzień ma wyjść po mnie na lotnisko ( był to bodajże czwartek ). Następnego dnia w Bomisie elektronicznym przy ul Grażyny 16 rzucam hasło, że potrzebuję dojść do paszportowego na Mokotowie.

 

Dlaczego w Bomisie ?

Przychodziło tam od zaplecza wielu gliniarzy aby załatwić części do tv i móc je później złożyć.

ODZYWA SIĘ WALDEMAR SOCHACKI, KAPITAN MO.

MÓWI - NIC CI IREK NIE OBIECUJĘ ALE SPRÓBUJĘ.

 

Dzwoni wieczorem i mówi abym zgłosił się do naczelnika Mirowskiego. Dodał abym pamiętał i nie wydał się, bo powiedział, że nasze mamy to siostry.

NACZELNIKÓW BYŁO DWU, JEDEN TO TEN OGÓLNY, A DRUGI Z RAMIENIA UB- TO PAN MIROWSKI.

 

Tak też czynię. Facet zwraca się do mnie po imieniu, każe złożyć dokumenty w okienku i potem przyjść do niego. Schodzę, odczekuje swoje przy okienku i próbuję złożyć dokumenty.

Dlaczego napisałem próbuję ? Otóż miałem zaproszenie z Jugosławii a chciałem wyjechać do Singapuru. Pani w okienku odmawia mi z tego właśnie powodu ich przyjęcia.

Przybliżam do okienka głowę aby nikt poza nią mnie nie słyszał i mówię, iż pan Mirowski kazał je przyjąć. Panienka na to, a nie mógł mi szef tego napisać.

 

Odchodzę z kwitkiem, idę na górę. Mirowski bierze za słuchawkę i dzwoni.

Pyta która to taka mądra i nie przyjęła dokumentów i ochrzania ją, mówi - ma pani nie dyskutować, czy pani nie rozumie iż klient nas olewa. Schodzę na dół, dziewczyna pyta - bardzo szef się złościł, odpowiadam nie tylko troszeczkę. Termin dostaję za półtora miesiąca.

 

Z kwitkiem na odbiór paszportu znowu wędruję do Mirowskiego. Parzy na zegarek i mówi już dziś się nie wyrobię, a był to piątek i każe mi przyjść w poniedziałek, już nie do niego tylko bezpośrednio do okienka po odbiór.

Zgłaszam się w poniedziałek, panienki wydające mi paszport patrzą na mnie jak na ubeka, to się dało zauważyć. Pomyślałem, iż one są po tej samej stronie co ja tylko tu pracują. Pomyślałem sobie, iż mnie nie trzeba się bać, ale jak im to przekazać.

Idę prosto do lotu na Waryńskiego i wykupuję bilet do Singapuru. Wreszcie się tam dostaję.

Na lotnisku nie spotykam kolegi i nie wiem gdzie się zatrzymał.

Łapię taksówkę i jadę do hotelu, którego wizytówkę dostałem przy odlocie na Okęciu ( Wilk hotel ). Taksówkarz jednak nie zawozi mnie tam a zupełnie gdzie indziej. Przed hotelem naganiacze wciągają mnie na górę i dostaję się na ogólną salę, około 20 łóżek. SŁYSZĘ POLSKI JĘZYK ( 90 % POLAKÓW ).

Pytam o informację turystyczną, chcę znaleźć kolegę. W tym momencie wchodzi właśnie on i mówi to ty tu jesteś ?

 

Odprawa na lotnisku trwała długo i zrezygnował myśląc iż nie przyleciałem. Wracał jednak autobusem a ja taksówką i byłem pierwszy.

 

PROSZĘ POMYŚLEĆ O „PRZYPADKU”

TAKSÓWKARZ NIE WIEZIE MNIE TAM GDZIE JA CHCĘ.

DOSTAJĘ SIĘ DO HOTELU I TEJ SAMEJ SALI W KTÓREJ MIESZKA MÓJ KOLEGA. ZANIM ZADAM PYTANIE JESZCZE JEDNA INFORMACJA. OJCIEC TEGO KOLEGI ( INŻYNIERA ELEKTRONIKA ) BYŁ OFICEREM WOJSKA POLSKIEGO - KONTR WYWIAD.

CZY TO PRZYPADEK ?

 

PROSZĘ TROCHĘ POMYŚLEĆ PANIE I PANOWIE PSYCHIATRZY.

KTO MNIE PROWADZIŁ I TO NA TAKĄ ODLEGŁOŚĆ ?

CZY TO AŻ DALECE MOŻE DZIAŁAĆ ?

 

Po powrocie, a było to przed Świętami Bożego Narodzenia daję Waldemarowi Sochackiemu wałówkę na święta, chcąc się zrewanżować za pomoc.

MAMA PRACOWAŁA W ZAKŁADACH MIĘSNYCH NA SŁUŻEWCU.

WAŁÓWKA BYŁA SPORA DORZUCIŁEM TROCHĘ GADŻETÓW Z SINGAPURU.
Finał był taki, że gdy zjawiłem się w Bomisie a Waldek był tam już nieco naprany ( podchmielony ), to zaczął klękać i chciał mnie całować po rękach - było mi za niego bardzo głupio, on przecież załatwił mi paszport, to mu się należało.

RDAGJĄCY STRONĘ IRENEUSZ BORYCKI