TVP 11 - pozwól że wyjaśnię
Spadkobiercy geniuszu i telepatia oszustów

KGB

KGB

 

W czasach realnego socjalizmu był totalny zakaz importu komputerów IBM przez uspołecznione przedsiębiorstwa do państw bloku wschodniego. Zakaz ten wynikał z embarga kraji tak zwanego zachodu. Jednak prywatny import był możliwy. Mój kolega elektronik o imieniu Krzysztof dostał zlecenie na załatwienie kilkuset IB-emów do ZSSR. Gdy podjechał na granicę podniesiono szlabany Radzieccy wopiści się odwracali w drugą stronę absolutnie go nie kontrolując. Podobnie z celnikami. Nikt niczego nie kontrolował. Wszyscy w sposób dosłowny odwracali się i jak wspomniałem szlabany były podniesione. Transport przeszedł bez żadnej kontroli. Okazało się iż komputery były przeznaczone dla KGB. Teraz wszystko stało się jasne.

 

Naszym wspólnym znajomym ubek Marek Chmieliński. Pracował jako ubek kierowca w Warszawie przy ul. Czerskiej a zajmował się on obstawianiem solidarności. Jego żona pracowała w Ministerstwie Rolnictwa.

Mój zawód, a właściwie moje zawody to elektronik i kierowca ( kat. prawa jazdy A+B+C+E ). Składałem wtedy telewizory ( Helios ). W części zaopatrywałem się w BOMIS-ie ( Biuro Obrotu Materiałami i Surowcami ). Podzespoły w ten sposób zdobyte były uszkodzone. Naprawiałem je i składałem w cały TV. Niektóre jednak wykonywałem od podstaw samodzielnie. Np. tak zwane sygnałówki, chodzi o podstawową płytę na której montuje się moduły. Zaopatrywałem się w laminat, kompletowałem wszystkie potrzebne elementy i wlutowywałem je. Taką pracę, czyli wożenia elementów i wlutowania zlecałem również Markowi Chmielińskiemu. Dałem mu w ten sposób dodatkowo zarobić.

 

Samochodem świetnie wtedy jeździłem. Pokazałem swoje tego typu umiejętności koledze UBE-kowi. Trzeba dodać, że prowadziłem nieporównywalnie lepiej od niego. Gdy to zobaczył natychmiast zaczął mnie namawiać abym pracował u nich, bo - tacy wariaci są im potrzebni. Nie miał szans mnie namówić. Ja byłem po drugiej tronie barykady. Istotne były dla mnie poglądy a nie adrenalina.

 

Pochwaliłem się, że bawię się w radio solidarność, ot tak go zbajerowałem.

Następnego dnia przychodzi do milicjant i zabiera mnie do komisariatu przy ul. Wita Stwosza. Biorą mi odciski palców i robią zdjęcia z zawieszonym na szyli numerem. Pytam o co chodzi, w odpowiedzi słyszę, że było włamanie do kiosku i ktoś coś im o mnie powiedział. Co za bzdura ja nie miałem nic wspólnego z przestępczością. Gdy wyszedłem do toalety umyć ręce po pobraniu odcisków, zacząłem głośno mówić niby do jednego z oczekujących tam interesantów o tym wszystkim wymieniając wielokrotnie swoje nazwisko. Chodziło o to aby wszyscy to słyszeli. Bałem się że mogę ot tak bez powodu zniknąć.

 

Po wspomnianych formalnościach wypuszczono mnie jednak. Olśniło mnie, już wiedziałem co się w istocie stało. Przecież poprzedniego dnia powiedziałem UBE-kowi że bawię się w radio solidarność. Pomyślałem co to za bydle, niby kolega, daję mu dodatkowo zarobić, a on sprzedaje ludzi. Ciekawe ile za mnie dostał ? To jednak typowy UBE-k. Kolega aut, ważne dla niego było tamto.

 

Mareczek jeździł wtedy na tygodniowe wypady do Krakowa odstawiając środowisko tamtejszych artystów, w tym tych tworzących „spotkania z balladą”. Wkurzony jego nielojalnością, gdy on jechał do Krakowa obstawiać solidarność, ja jechałem do niego obstawiać mu żonę.

 

Stan wojenny, ale godzina policyjna została kilka dni wcześniej zniesioną. W okolicach mojego osiedla nadaje radio solidarność. Mieszkałem przy ul. Blacharskiej ( 10 piętrowy i 10 klatkowy budynek. 651 lokali ). Wracam do domu a na klatce stoi mężczyzna. Pół piętra wyżej jeszcze jeden. Wchodzę na klatkę chcę ściągnąć windę, jednak coś sobie przypominam i chcę wyjść. Zatrzymuje mnie ten stojący na klatce legitymuje się i nie wypuszcza. Pytam dlaczego ? Powiedział że nie może powiedzieć ae wyjść mi już nie wolno. Na klatkę wchodzi jeszcze jeden cicho ciemny. Pytam ich czy z psem wolno mi wyjść, bo zwierze ma swoje potrzeby i nie rozumie problemu. Ten nowo przybyły odpowiada, że psa wypuszczę a sam mam stać w drzwiach. Dobra moja pomyślałem sobie. Ja miałem wtedy takiego psa, który wszystkich gryzł. Był wielkości owczarka niemieckiego. Pojechałem na górę i natychmiast przeniosłem 30 egzemplarzy DZIEI SPRAWY KATYNIA do małego pokoju i włożyłem je do łóżka. Oprócz publikacji włożyłem tam „matrycę” z której była ona drukowaną. Wychodzę z psem, który natychmiast atakuje UBE-ka. Ten każe mi z nim wyjść. Tak też czynię jednak nie puszczam psa, tylko trzymając go na smyczy zaczynam iść, ubek za mną. Pies znowu zaczyna go atakować. Spotykam kolegę Dariusza Przychodę ( asystent reżysera Kieślowskiego w dekalogu ). Należy dodać, że nie legalną literaturę dostałem właśnie od niego. Zaczynamy rozmawiać i iść, pies wciąż szarpie się w kierunku „stróża prawa”. Ten daje za wygraną i wraca na klatkę schodową. Mamy wolną rękę, udajemy się w kierunku Al. Lotników. Jest ona cała zastawioną samochodami. Nie były to jednak Polonezy i duże Fiaty, których należało się tam spodziewać, a zachodnie wypasione bryki ( pamiętajmy że to były stare czasy, w których na krajowy pojazd nie wszyscy mogli sobie pozwolić ). Te pojazdy były własnością UBE-ków.

Wracamy do domu. Tylko wszedłem do mieszkania zadzwonił dzwonek u drzwi. Psa zamknąłem w małym pokoju ( tam gdzie znajdowała się podziemna literatura ) i otworzyłem drzwi. Stało w nich 2 UBE-ków i dozorca. Weszli, sprawdzili całe mieszkanie tylko nie odważyli się wejść do małego pokoju, pamiętając reakcję psa na ich widok. Wyszli, a ja odetchnąłem z ulgą. Pies mi pomógł – zaiste kombatant.

 

Za chwilę weszła mama i zaczęła opowiadać. Chciała wejść na klatkę i zobaczyła przez przeszkloną klatkę że co pół piętra stoi jakiś człowiek. Przestraszyła się zatrzymała, następnie zrobiła krok w tył. W tym momencie ktoś za nią idący zapytał ją dlaczego pani się cofa ?

Spojrzała na niego i powiedziała nie widzi pan, że na klatce stoją bandyci. Oburzył się i nerwowo odpowiedział - to nie bandyci, to milicja.

 

REASUMUJĄC, JAKIE CIEKAWE SĄ TU WĄTKI ?

 

WOPIŚCI I CELNICY RADZIECCY

MOJA ZNAJOMOŚĆ Z TYM KTÓRE JE WYWOZIŁ.

 

 

POTEORETYZUJMY. SKALA JEST OLBRZYMIA I MOŻNA WYŁAPAĆ PRAKTYCZNIE KAŻDEGO. WYŁAPAĆ I WYSPOWIADAĆ NASTAWIAJĄĆ JEGO MYŚLI NA WSPOMNIENIA.

 

JEST PAN ŚWIADOMYM ŻE MIMO REALNOŚCI ZJAWISKA I KORZYSTANIA Z ZAAD JEGO DZIAŁANIA PRZEZ PSYCHIATRÓW RÓWNIEŻ TYCH KTÓRZY MAJĄ ODMIENNE POGLĄDY OD LEWICOWYCH NIE POZWALANO IM NA SYNCHRONIZACJĘ ZE WSZYSTKIMI.

 

JEDNAK WTEDY GDY SKALA BYŁA OLBRZYMIĄ TO JUŻ NIE BYŁO TAKIE PROSTE. PILNOWANO NAJWAŻNIEJSZYCH ( OCZYWIŚCIE TYCH PO ODPOWIEDNIEJ STRONIE BARYKADY ) TYCH MNIEJ ISTOTNYCH POZWALANO WYŁAPYWAĆ JEDNAK NIE W TAKI SPOSÓB ABY MOŻNA IM BYŁO ZROBIĆ KRZYWDĘ.

 

SIŁĄ RZECZY WASI WYŁAPYWALI TYCH OD KTÓRYCH MOGLI SIĘ CZEGOŚ DOWIEDZIEĆ. MAM NA MYŚLI TYCH PO DRUGIEJ STRONIE BARYKADY.

 

KOGO NP. WYŁAPYWALI PRZY TAKIEJ SKALI ZJAWISKA ?

UB - CHMIELIŃSKI PO NIM KRZYSIEK I OCZYWIŚCIE NAZWISKO BORYCKI

 

DAREK PRZYCHODA - ASYSTENT KIEŚLOWSKIEGO PRZY DEKALOGU A PO NIM DO MNIE

( ROBILIŚMY Z DARKIEM INTERESY ). TYM BARDZIEJ ŻE JEDEN Z NASZYCH WSPÓLNIE PROWADZONYCH „TEMATÓW” DOTYCZYŁ BOR-U

 

ZATEM GDY I TAM DO BORU DOTARLIŚCIE USŁYSZELIŚCIE RÓWNIEŻ NAZWISKO BORYCKI. MY ZATRUDNIALIŚMY PRYWATNIE OFICERÓW BOR

 

 

GDZIE SIĘ POJAWIA IRENEUSZ BORYCKI ?

 

BOR

SEJM PRL

SZTAB GENERALNY WOJSKA

KONTR WYWIAD WOJSKA

PG

SZERSZEŃ STOŁECZNA

SZERSZEŃ SZKOŁA POLICYJNA

NACZELNIK PASZPORTOWEGO Z RAMIENIA UB

ZAPROSZENIA Z KREMLA

KOMENDA GŁÓWNA POLICJI

UB - CHMIELIŃSKI

KUSTOSZ MUZEUM TECHNIKI DZIAŁU MOTORYZACJI - TARCZYŃSKI

MUZEUM MOTORYZACJI - MIKICIUK

STRZELIŃSKI

AMBASADA AMERYKAŃSKA

WALDEK - NADWIŚLAŃSKIE

MO MALCZEWSKIEGO

MO WITA STWOSZA

KUKLIŃSKI SYNOWIE

RDAGJĄCY STRONĘ IRENEUSZ BORYCKI