TVP 11 - pozwól że wyjaśnię
Spadkobiercy geniuszu i telepatia oszustów

KREML

KREML

 

Moja mama pracowała w zakładach mięsnych. Proszę pamiętać że to były czasy dy mięso było na kartki. Przy zakładach mieścił się sklep pracowniczy gdzie kupować mogli wyłącznie zatrudnieni w zakładach. Oczywistym jest że tu kartki nie obowiązywały. Do Polski przyjechała Rosjanka. Mamy koleżanka poznała ją z nią. W sklepie pracowniczym kupiła jej polędwicę sopocką, której tamta nie jadła od prawie 40 lat, popłakała się.

 

Wyjechała do siebie i za jakiś czas przychodzi do mamy zaproszenie. Dowcip polegał na tym iż to były zaproszenie bezpośrednio z KREMLA. Mama nie skorzystała i nie odezwała się, to za kilka tygodni przychodzi następne zaproszenie i tak wielokrotnie. Znajomi milicjanci z Wita Stwosza pytają mnie kim jest moja mama, bo non stop przychodzą do niej zaproszenia z KREMLA.

 

Mama opowiadała, że trochę się jej bała bo po kielichu zaczynała wznosić toasty zwracając się do współbiesiadników - no towariszcz.

 

To mogła być na Kremlu tylko zwykła sprzątaczka, ale zaproszenia wysyłane były stamtąd.

 

Proszę pomyśleć, takie dane były co najmniej intrygujące dla pańskich współpracowników, a razem z innymi wydarzeniami, a to już według ich oceny zdarzeń nie był przypadek.

RDAGJĄCY STRONĘ IRENEUSZ BORYCKI