TVP 11 - pozwól że wyjaśnię
Spadkobiercy geniuszu i telepatia oszustów

WRONSKI

Jan Wroński - pułkownik MO

Wroński - minister kultury i sztuki w czasach PR-elu.

Tadeusz Borycki – mój ojciec, oficer śledczy MO

 

Aby poznać wszystkie elementy układanki potrzebne są również informacje o mojej rodzinie i to te już mocno historyczne. W czasie drugiej wojny światowej mój ojciec będąc dzieckiem zaginął rodzinie na kilka lat. Tuż po zakończeniu wojny na terenie naszego kraju były Amerykańskie lotniska polowe. Tam też przebywał mój przyszły tatuś. Lotnicy chcieli zabrać go do Stanów, jednak rodzina po przez różną formę ogłoszeń szukała go. Wrócił na jej łono. Trzeba wiedzieć, że brat jego ojca, czyli brat mojego dziadka był przed wojną wysoko postawionym oficerem policji. Gdy Niemcy weszli do Warszawy wywieziono go do obozu koncentracyjnego z którego już nie wrócił.

 

Teraz informacje o rodzinie ze strony mamy. Matka mojej mamy ( moja babcia ) pochodziła ze wsi z dużej wielodzietnej rodziny. Dziadek zaś to owoc mezaliansu. Stanisława Zofia Dołęga z Otockich herbu Dołega wyszła za mąż za zubożałego szlachcica pana Brzumińskiego.

Oboje zostali przez swoje rodziny wydziedziczeni. Trzynastym najmłodszym dzieckiem tego związku był właśnie mój dziadek Piotr Brzumiński. Tak dla potomnych kilka informacji o rodzinie mojej prababci. Trzy córki o imionach Teresa, Elżbieta i Marysia wyszły za mąż i w prezentach ślubnych dostały folwarki. Od ich imion powstały nazwy miejscowości ELŻBIECIN, TERESIŃ I MARYSIŃ. Rodziną miejscowością były Brominy koło Tarczyna.

 

Piotr Brzumiński ożenił się z Heleną Kaczkowską. Mieli dwie córki. Moją mamę Elżbietę i moją matkę chrzestną Zofię. W czasie drugiej wojny dziadek został wywieziony na roboty do bałera. Młodszą o 6 lat od mojej mamy Zosię babcia oddała na wychowanie do Milanówka płacą za to. Ze starszą córką, czyli moją mamą babcia szmuglowała papu do Warszawy. W czasie powstania Warszawskiego moja mama leżała w piwnicy z zapaleniem płuc jedząc zupę z obierek. Na szyi miała bliznę po oparzeniową. Zapytałem co to jest. Powiedziała, że w czasie okupacji kradła węgiel z wagonów. Niemiecki kolejarz rzucił na nią szuflę żaru z pieca. Jeden taki rozżarzony węgiel upadł jej na ramię przy szyi. Zamiast to zrucić głową go przyciskała.

 

Mama dorosła i wyszła za mąż. Miała dwoje dzieci. Mojego brata Sławomira i mnie, czyli Ireneusza. Różnica wieku między nami to rok i trzy miesiące.

 

Mój ojciec miał siostrę i imieniu Ninka. Wyszła ona za mąż za wysoko postawionego milicjanta Jana Wrońskiego. Jego rodzony brat był przez jakiś czas ministrem kultury i sztuki w czasach PRELU.

Pan minister miał kochankę. Poszli do pałacu w Wilanowie. Dama poszła się kąpać, a będąc nieco podchmieloną zapomniała zakręcić wodę. Zalała dzieła sztuki. Obiekt zamknięto, oficjalna przyczyna to konserwacja. Faktycznie była ona po takich zabiegach pana ministra potrzebną. Gdy uw dygnitarz był po tak zwanym kielichu, to swoją żonę ciągnął za włosy po schodach.

Wracam do Jana Wrońskiego i jego rodziny. Mirek, jego syn, a mój cioteczny brat gdy byliśmy dziećmi ( miałem wtedy 12-13 lat. 1968-1969 rok ) przyniósł maleńki szpiegowski aparat fotograficzny marki Minolta. Problem w tym, że podwędził go ojcu i wpadł mu do wanny z wodą i zaczął rdzewieć. Chciał abym mu go naprawił. Ponieważ wtedy jeszcze nigdzie po za granicę kraju nie był delegowany, łatwo było się zorientować że „bawił” się w szpiegostwo. Wtedy tak jednak nie myślałem. Takie przypuszczenie w pewien sposób potwierdziło się dużo dużo później w czasach gdy na stołek prezydencki dostał się Aleksander Kwaśniewski. Proszę pamiętać, że to był już okres wykorzystywania tego czysto fizycznego w pełni wytłumaczalnego zjawiska.

 

Mieszkaliśmy wtedy ( 1968 r. ) przy ul Bukowińskiej 30. Było to służbowe mieszkanie ( resort MSW tatuś również kiedyś był gliniarzem – śledczy. Bukowińska jest prostopadła do ulic, Ikara i Idzikowskiego. Styka się z nimi. Na ikra mieszkał już wtedy Wojciech Jaruzelski. Natomiast na ul. Idzikowskiego róg Zawrat była rezydencja ambasady USA. Z tej ambasady dostałem psa. Szczeniaka owczarka alzackiego. Mieszkała tam wtedy Amerykanka o imieniu Zuzanna. Moja rówieśnica i podobała mi się.

 

Aby zrozumieć moje nastawienie wobec ówczesnej władzy w tym kraju opiszę jedno zdarzenie. Bawiłem się na Ikara, obok willi Jaruzelskiego. W pewnym momencie wyszedł z posesji generała po cywilnemu ochraniający go. Podszedł do mnie i powiedział abym stąd odszedł i nie chodził tą ulicą. Zatkało mnie, jak to, pomyślałem, nie wolno chodzić po ulicy ?

Poszedłem do domu wziąłem dużego bardzo groźnego i agresywnego psa, wziąłem także rower i pojechałem po kolegę. Razem bardzo wolno, majestatycznie jeździliśmy w tą i z powrotem przed domem Jaruzelskiego. Taki zakaz zadziałał na mnie jak płachta na byka, bo jak można zabronić komuś chodzić po ulicy. W żaden sposób nie umiałem wtedy tego zrozumieć.

 

Żandarm nie odważył się ponowie wyjść.

 

Wracam do rodziny. Gdy miałem półtora roczku moi rodzice rozeszli się. Mieszkaliśmy wtedy na Odyńca róg Żoliot Cirie. W drewnianej podłodze była dziwna lekko osmalona dziura. Gdy trochę podrosłem zapytałem co to jest. W odpowiedzi usłyszałem, że mnie jeszcze nie było na świecie a mój brat leżał w wózku. Tatuś przyszedł pijany do domu, wyjął pistolet i wycelował we własnego syna. Babcia pchnęła wózek i w tym momencie padł strzał. Gdyby nie babcia to pijane komunistyczne bydle zabiłoby własne dziecko. Czasami do domu przychodził w towarzystwie generała. Oczywiście był w stanie nietrzeźwym. Zrucał mundur i deptał go. Degradowano go, degradowano, aż wreszcie wyrzucono z milicji. Gdy brat był maleńki, a ja się jeszcze nie urodziłem ( mama była w ciąży ) zamykał moją matkę głodną, a ze swoją szedł do kina. Mama jako, wprawdzie były członek rodziny milicjanta dostała przydział mieszania służbowego przy ul. Bukowińskiej. Gdzie mieszkaliśmy od miej więcej od 1960 r. do 1975 roku, tj. do mojego 19 roku życia ( 15 lat ). Potem przeprowadziliśmy się na ul. Blacharską. Mama mieszkała tu od 1975r. do swojej śmierci tj. do 2006r. Ja do 2017r.

 

Ten element ( daty zamieszkiwania ) będzie bardzo istotny w innych załącznikach. Chodzi o biegłą z psychiatrii panią Krystynę Tarczyńską, która opiniowała przed sądem na możliwość testowania przez moją mamę Elżbietę Borycką. Mama zmarła w instytucie w 2006r. Pani Tarczyńska, to ten sam biegły, który opiniował w sprawie generała Kiszczaka oskarżonego o zbrodnię w kopalni Wujek, gdzie stwierdziła, że nie ponosi on za to odpowiedzialności z powodu choroby psychicznej. Jak zapewne pan wie pani ta jest pracownikiem IpiN.

 

Tatuś nie płacił alimentów, a miał przyznane na dwoje dzieci łącznie 600zł. Na jednej ze spraw sądowych sędzia pyta ile my ( jego dzieci ) mamy lat. Ojciec odpowiada - jeden chyba 12 a drugi 17. Mieliśmy faktycznie 6 i 7 lat. Siedział, wypuszczano go i dalej nie płacił, kolejna sprawa i kolejny wyrok. W czasie jednej z takich odsiadek pomógł mu wspomniany oficer ( pułkownik ) mo Jan Wroński. Jak wspomniałem był on mężem siostry mojego ojca. Gdy wyszedł i oczywiście nie płacił moja mama nieźle się tym wkurzyła. Powiedziała zobaczymy kto mocniejszy. Po trzech miesiącach już ponownie siedział. Tym razem Wroński już się nie odważył go wyciągnąć.

 

Jan Wroński wyjechał potem z małżonką na placówkę do jednego z kraji tzw. zachodu. Wątek Wrońskich będzie poruszony i w innych załącznikach w tym, PASZPORT MEDY IN SOCJALIZM.

 

Teraz natomiast opiszę kiedy i w jakich okolicznościach zmarło małżeństwo Wrońskich. Jak wspomniałem aparat szpiegowski przyniesiony mi przez brata do naprawy gdy byłem dzieckiem mógł sugerować że Jan był szpiegiem. Taki kierunek myśli zdaje się potwierdzać śmierć małżonków.

 

W piśmie podstawowym napisałem, że gdy w 1993r lewica „wygrała” wybory i następnie prezydenckie w 1995, to niektórzy z was, w tym jak dowodzi pańskie stanowisko a zachowanie również i pan zaczęli myśleć, że stare się umacnia, jednak w nowej kapitalistycznej otoczce.

Czuliście się zatem bezkarni.

 

Proszę pamiętać, że zwykli ludzie, ci co protestami doprowadzili do zmian nie mogli związać końca z końcem. Natomiast nomenklatura i jej klakierzy mieli się nad wyraz dobrze.

 

Ci będący po przeciwnej stronie barykady, jednak działający w strukturach poprzedniej post komunistycznej władzy sądzili, że jest już nowe. Jakże się oszukali.

 

Stworzono warunki umożliwiające korzystanie zjawiska na olbrzymią skalę. To było widać, ową zawiesinę rejestrowały kamery tv. Da się to zatem bez problemów udowodnić. Korzystano zatem z tego i spowiadali wszystkich cokolwiek znaczących, w tym i swoich.

 

Łatwo się zorientować, że człowiek niczego nie świadomy, będący jak zapewne myślał sam ze swoimi myślami naprowadzony na stan wspomnień, sam przed sobą się wyspowiadał. Nie będąc świadomym że się go słucha. I już wiedziano że np. był szpiegiem.

 

Gdy ujawnili się ( „telepatycznie” ) ci co go słuchali, lub wykorzystując np. was zsynchronizowano obie strony ( was i delikwenta, jednak faktyczny lalkarz pozostawał w ukryciu i słyszał obie strony ) postraszyli go, a on w takiej sytuacji chciałby to opisać myśląc, iż w ten sposób będzie miał jakąś gwarancję dalszego istnienia, to doprowadzano straceńca do śmierci. Niby ot sam zmarł. Zaiste morderstwo doskonale. Należy jednak napisać prawie doskonałej, bo jak wszystko, tak i takie działania przy użyciu tego zjawiska da się udowodnić. Jednego dnia zmarł Jan Wroński a następnego praktycznie bez przyczyny jego żona.

 

Nie wiem czy Wroński był idealistą, czy robił ( oczywiście jeżeli ) to dla pieniędzy, a być może dla tak zwanej adrenaliny ( lubił ryzyko ). Jedno jest pewne śmierć jego i żony jest tajemnicza.

 

W powyższej konfiguracji proszę spojrzeć na wszystkie dane, tym razem dotyczące mojej osoby bezpośrednio. Może się to zacznie panu układać w jedną logiczną całość ( mi się ułożyło ), bo jak to możliwe że człowiek prosty, bez wykształcenia, nie zajmujący żadnego stołka, a pracujący na własny rachunek zainteresował aż tak wielu ludzi. Jak to możliwe aby o nim zrobiło się aż tak głośno i zaangażował w to aż tak wielu ludzi z waszego środowiska ?

Aby moc to zrozumieć trzeba poznać całe pismo razem z załącznikami.

Powie pan, że powyższe twierdzenia to właśnie objaw mojej choroby. Tak pan powie głośno, jednak znając prawdę o zjawisku, o jego oddziaływaniu wie pan, że to wcale nie jest takie niedorzeczne. To pańska sprawa co pan głośno o tym powie. Jednak oceniać tego nie będzie pan, a uczyni to sąd. Skończyły się panie „profesorze” czasy samowładztwa, gdzie skazywał pan na wegetację wykończając psychikę psychotropami i zdalnym oddziaływaniem, każdego kto zagrażał panu i jego mocodawcom.

 

CO W TYM ZAŁĄCZNIKU JEST ISTOTNEGO ?

1 Koligacje rodzinne z ludźmi na stołkach w czasach tak zwanego realnego socjalizmu.

 

2 Czas zamieszkiwania przy ul Bukowińskiej i Blacharskiej. te dane sfałszowała ( biorę pełną odpowiedzialność za te słowa. tu nie ma mowy o pomyłce a celowym świadomym oszustwie ) biegła sądowa.

 

3 Owa biegła sądowa która pracuje w IPIN.

 

Te i inne informacje zainteresowały pańskich kolegów po fachu, w tym również konkurenta o stołek 1-ej kliniki psychiatrycznej, pana Andrzeja. Proszę pamiętać, że gdy zjawisko wykorzystywano powszechnie, było no wyjątkowo mocno nasilone ( bardziej od 1989r a szczególnie mocno od kampanii prezydenckiej w 1995r i drugiej tj. 2000r. ) chcąc nie chcąc wyłapywani byli prawie wszyscy ( na pewno ci władni i popularni ). Zatem gdzie się tylko nie synchronizowali i „spowiadali” z pamięci przejętych w ten sposób ludzi - słyszeli Borycki. To nazwisko występowało w bardzo wielu wątkach.

 

Gdy zapozna się pan ze wszystkimi załącznikami będzie łatwo to zrozumieć, w tym zainteresowanie moją osobą. Ten załącznik, jeżeli chodzi o mnie bezpośrednio informuje o elementach mojego dzieciństwa. Jeszcze nie ma tu mojego bezpośredniego działania ( w innych będzie i ono ).

RDAGJĄCY STRONĘ IRENEUSZ BORYCKI