TVP 11 - pozwól że wyjaśnię
Spadkobiercy geniuszu i telepatia oszustów

SPRAWA DLA REPORTERA

W ostatnim programie sprawa dla reportera ( 5 listopada 2015r. ) jedna z bohaterek

skierowana była przez sąd na badania psychiatryczne.

 

Z uwagi na niestawiennictwo się tam oskarżonej została skazaną.

Jednak przed kamerami twierdziła, że sąd nie przysyłał jej zawiadomień o zgłoszeniu się w takim to a takim terminie.

 

CZY TAK MOGŁO BYĆ ?

 

Wielu jak myślę nie da temu wiary. Kiedyś i ja miałbym podobny problem. Jednak już nie teraz. Sam spotkałem się z podobnym działaniem.

 

Otóż na samym początku obecnego wieku, mój brat chcąc osiągnąć korzyści materialne zakładał mi sprawy o ubezwłasnowolnienie, o czym w ogóle nie wiedziałem.

 

Ku mojemu zdziwieniu dostałem z sądu zawiadomienie, iż w dniu tym a tym, odbyła się sprawa sądowa z moim w niej udziałem i informacją o następnym jej terminie.

Tu nie jest mowa, że ja bylem kimś w rodzaju pozwanego, a o tym, że uczestniczyłem w rozprawie, że byłem obecny na sali rozpraw w czasie procesu sądowego. Przecierałem ze zdumienia oczy, ja nie dostałem zawiadomienia że ona w ogóle jest, skoro tak to w czym miałem uczestniczyć.

 

Na następnej już byłem, złożyłem zeznania będąc pewnym, że to co mówię jest zapisywane, jakże się myliłem.

 

Gdy jeden ze świadków w rażący sposób skłamał, zareagowałem i w tym momencie sędzina kazała zapisać, że przeszkodziłem w rozprawie. Nagle olśniło mnie, zdałem sobie sprawę, że nie kazała zapisywać protokolantce tego co mówiłem, a tylko niektóre elementy i to te które mogły zadziałać na moją szkodę.

 

Przestał interesować mnie przebieg rozprawy i spokojnie doczekałem do jej końca.

 

Napisałem pismo w którym opisałem wszystko co mówiłem na rozprawie.

 

Zwróciłem również uwagę, że zauważyłem iż to co mówiłem nie było zapisywane, a z uwagi że uważam to za istotne dla sprawy, pozwalam sobie fakty te podać w pisemnej formie, jako podanie złożone na dziennik. Poinformowałem panią sędziego, że informacja przysłana mi listem, o moim uczestnictwie w rozprawie nie jest prawdziwą.

 

Poskutkowało, pani sędzina na następnej rozprawie odwróciła się o 180 stopni i sprawę wygrałem.

 

Inne nieprawidłowości, to to iż był tylko jeden biegły, a powinno być dwu. Owym biegłym był pracownik PZP przy ul. CHEŁMSKIEJ W WARSZAWIE w osobie pni KRYSTYNY PIECHOTY, notabene mojego lekarza prowadzącego.

Jego wizyta u mnie w domu to badanie, które miało się stać podstawą do działań w sądzie. Nie byłem niczego świadomym, nie wiedziałem dlaczego brat przywiózł ją do mnie, a tu chodziło o opinię którą potem przedstawił przed sądem.

 

ZEZNANIA PANI PIECHOTY PRZED SĄDEM.

Gdy zacząłem zdawać jej pytania była mocno zdegustowaną. To się dało zauważyć.

 

Role nagle się odwróciły nie mogła działać według starego scenariusza, człowieka o osobowości narcyzowego despoty, a musiała odpowiadać na moje pytania.

 

Już nie mogła postępować jak „bóg” decydujący o losie wiernego. Zachowując to porównanie teraz musiała poczuć się jak „bóg” który spowiada się wiernemu i wszyscy to słyszą, a spowiada się o samym wiernym, który odpowiednio zadanymi pytaniami może pokazać gdzie ów „bóg” kłamie.

 

Tu już musiała się podporządkować mojemu tokowi myśli i nie mogła krzykiem zastopować chęci pokazania innym jaka jest prawda, tu musiała odpowiadać.

 

NA JEJ TWARZY BYŁO WIDAĆ TAKIE OTO SŁOWA - JAKIM PRAWEM, TY, MNIE, „BOGOWI” ZADAJESZ PYTANIA.

JAKIM PRAWEM TO NIE JA JE ZADAJĘ TOBIE.

JAKIM PRAWEM JA MAM TOBIE NA NIE ODPOWIADAĆ.

 

Jednak w miarę upływu czasu zaczęła się przyzwyczajać do zamiany ról i nieco osłabła jej arogancja wobec mnie.

 

OSOBOWOŚĆ PANI „DOKTÓR” TO MIESZANE CECHY OSOBOWOŚCI NARCYZOWEJ I ANTYSPOŁECZNEJ.

 

SĘDZINĄ BYŁA PANI TOŁWIŃSKA A SPRAWA TOCZYŁA SIĘ PRZED SĄDEM RODZINNYM DLA WARSZAWY MOKOTOWA. OBECNIE PANI TOŁWIŃSKA ZOSTAŁA PRZENIESIONA DO PIASECZNA.

 

MAM NADZIEJĘ ŻE CZYTELNIK ZROZUMIAŁ, ŻE JEST PRAWDOPODOBNYM ŻE BOHATERKA SPRAWY DLA REPORTERA MOGŁA NIE DOSTAĆ PISMA Z SĄDU O TERMINIE BADANIA.

RDAGJĄCY STRONĘ IRENEUSZ BORYCKI